strona główna
forum czat spotkania zloty autopsja arte
artykuły media mapa strony księga gości faq linki przyjaciele strony autorzy

artykuły - uczucia i emocje

Nie bój się złości

Złościsz się? „Jasne”, odpowie część z nas spokojnie. „Staram się nie złościć” – usłyszymy od niektórych. I zobaczymy na ich twarzach dziwny wyraz.

Jakby brzuch ich bolał. I boli ich naprawdę, bo pakują całą złość, jaka się w nich pojawia, do środka. Mogą mieć np. kłopoty z wypróżnianiem. I ze szczerym śmiechem. Swobodnym tańcem… Mogą mieć wrzody żołądka. Starają sie nie złościć, bo nie było im wolno. „Nie lubię cię, jesteś wstrętna” – wrzeszczy trzylatek na mamę, która nie chce mu na coś pozwolić. Ile mam odpowie: „A ja ciebie kocham, ale nie pozwalam, rozumiem, że możesz być zły”. A ile zmartwieje ze strachu: „Moje dziecko mnie nie kocha, co ja mam z tym zrobić, to straszne, wiedziałam, że sobie nie poradzę” albo: „Co za bezczelny szczeniak, jak on śmie? Zamknij się w tej chwili” lub: „Nie wolno ci tak mówić, jak ty się do matki odzywasz?!”.

Ci, którzy boją się złości wyrażonej wprost, boją się odrzucenia. Myli im się wyrażanie chwilowego odczucia z ogólną postawą, jaką przejawiali ich rodzice, nie pozwalając im być sobą. To najczęściej te grzeczne dzieci, które się przystosowały do tego, że inni są od nich ważniejsi. Dotyczy to głównie kobiet (choć nie tylko). Dzieci mają bardzo często do czynienia z wybuchami złości rodziców i innych dorosłych i jednocześnie z całkowitym zakazem wyrażania złości, niezgody, buntu. Niektóre (wrażliwsze, delikatniejsze, nieznajdujące nigdzie wsparcia) ugną sie, zduszą sprzeciw w sobie, znajdując wraz z biegiem życia coraz bardziej racjonalne uzasadnienia swego lęku przed wyrażaniem złości. Inne (silniejsze, odporniejsze) mogą wdać się w wieczną walkę ze światem, permanentny bunt, najczęściej bez świadomości, że ciągle walczą ze swoimi rodzicami o niezależność. Z domów, gdzie nikt się nie kłócił, nie było mowy o złości, wyrastają za to ci „lepsi od innych”, którzy się niezwykle dziwią, że inni się kłócą ze sobą wprost, ale sami nie zauważają, jak zakłamana i pełna wyższości jest ich postawa. I nie wiedzą, dlaczego im tak duszno w środku.

Trudno nam ze złością. I cudzą, i własną. Złość należy do uczuć przeżywanych jako przykre, nawet bardzo dotkliwe. Ale jak bez niej żyć? Skąd byśmy wiedzieli, że gdzieś lub z kimś nam nie jest dobrze? Że ktoś nas oszukał, że się z czymś nie zgadzamy, że coś nas oburza i gniewa! Że o coś ważnego chcemy walczyć.

Wymyśliliśmy asertywność. Uczenie się umiejętności bronienia siebie z jednoczesnym pamiętaniem o prawach innych ludzi. Warto się uczyć, jak wyrażać siebie we wszystkich przejawach, nie krzywdząc innych (UWAGA – to nie znaczy „nie robiąc im przykrości”). Owo słynne: „Nie powiem jej tego, co czuję, bo jej będzie przykro”, należy czytać jako: „Mamusia mnie wspaniale wytresowała, żeby cudze stany były dla mnie ważniejsze niż mój własny”. To jest postawa tzw. dobrych ludzi. Są mili. Zawsze. Zawsze słyszysz od nich TAK. A już na pewno nie znasz ich NIE. Nie wiesz i być może nigdy się nie dowiesz, czy cię naprawdę lubią (bo nie wolno im powiedzieć, że cię nie lubią) albo czy rzeczywiście chcieli pojechać w góry zamiast nad morze. Często oni sami tego nie wiedzą… Nie wiedzą, więc się nie sprzeciwiają. Pozwalają sobą rządzić. To kto inny zdecydował, co maja robić. Wiec oni są zawsze niewinni, że ten świat taki jest. Myli nam się złość z przemocą. Dziecko, na które zawsze wrzeszczano lub je bito, boi się przemocy i marzy , całkowicie realistycznie, że spotka miłość albo opiekę zupełnie bez złości. Złość jest uczuciem, które jak wszystkie inne mija po prawdziwym ujawnieniu, jest wyrażeniem siebie i swojego stanu. Przemoc to wkraczanie na cudze terytorium, nieliczenie się z granicami drugiego człowieka. Rządzenie nim przez wywoływanie lęku. Na pewno nie powiem wam: nie bójcie się przemocy. Jest się czego bać. Czasem można się jej sprzeciwić i walczyć, ale czasem trzeba wiać. Wiele szkół myślenia o życiu i duchowości zaprzecza temu, że złość ma wartość, jest potrzebna. Chcą człowieka uanielić. Ale człowiek aniołem nie jest. Staje się najwyżej zakłamanym człowiekiem.

Katarzyna Miller

źródło: http://zwierciadlo.pl

Dodane przez ania84,
lipiec 2011